O relacji z rzeczami.

Świadoma relacja z przedmiotami jest jedną z rzeczy, których staram się nauczyć. Współczesny marketing odciąga nas od tej świadomości jak najdalej, definiując nasze potrzeby, dzieląc je i dbając o jak największe możliwości ich zaspakajania. Wpajając nam, że zawsze jest lepszy sposób by te potrzeby zaspokoić, i że na ten lepszy sposób zasługujemy. Marketing wykorzystuje pewną prawidłowość: niezależnie od tego, jak wiele rzeczy posiadamy, nie są one w stanie zadowolić nas raz na zawsze. Każdy przedmiot zawsze będzie czymś zewnętrznym wobec nas, do czego nasze zmysły będą stopniowo się przyzwyczajały, aż przedmiot wtopi się w nasze tło i przestanie dawać nam emocje. W sytuacji, gdy przedmiot był narzędziem, ten brak nie stanowił problemu. Obecnie jednak, gdy posiadanie rzeczy jest nacechowane znaczeniami, moment gdy emocje gasną jest często sygnałem do kolejnego zakupu. Wielu ludzi nie rozumie tego mechanizmu i ulega pokusie zastąpienia przedmiotu jego lepszą wersją, ignorując to, co często podświadomie sami wiedzą. Że za jakiś czas poczują się z tym przedmiotem dokładnie tak samo.

 

Okazuje się, że doświadczenia są w ostatecznym rozrachunku bardziej trwałe niż przedmioty. Jak w bajce. Jest tak, ponieważ w przeciwieństwie do przedmiotów nie pozostają czymś zewnętrznym. Widzimy je przez pryzmat nas samych, ponieważ byliśmy w nich głównymi aktorami. Wspomnienia związane z tymi doświadczeniami, są stałym źródłem satysfakcji. Dodatkowo, dzięki temu że są zindywidualizowane, nie są tak podatne na porównania co posiadane rzeczy, a to uodparnia nas na jeszcze jeden powód dyskomfortu, czy znudzenia. Gdy więc rzeczy wiążą się z potencjalnymi doświadczeniami jest szansa, że relacja z nimi będzie bardziej satysfakcjonująca.
Po drugie, budowanie świadomej relacji z przedmiotami, nie oznacza unikania ich. Czasem wręcz odwrotnie. Jeśli jestem pewien, dlaczego czegoś potrzebuję, ostatecznie decyduję się przeznaczyć na to większe środki niż w przypadku, gdy nie zastanowiłem się nad tym. Zdarza mi się więc realizować takie potrzeby za pomocą rzeczy, które nieraz są relatywnie trudne do zdobycia, ponieważ chcę by były najwyższej możliwej jakości. Podobne sytuacje z przeszłości pokazały mi, że jeśli coś naprawdę było mi potrzebne, zwykle żałowałem, że zadowoliłem się półśrodkiem. Staram się nauczyć szczerej rozmowy z sobą na temat tego, do czego mi ta rzecz jest potrzebna.
Myśląc w ten sposób, tworzę swój wewnętrzny kompas,  pomocny przy nawiązywaniu relacji z rzeczami. Myślę o doświadczeniach, do jakich ten przedmiot jest mi potrzebny, wyobrażam sobie jaką będę z nim miał relację po jakimś czasie, gdy już miną pierwsze emocje związane z nowością. Staram się, by przedmiot jak najlepiej realizował potrzebę jaka za nim stoi i by ta potrzeba była wyartykułowana jak najbardziej szczerze. Szczerość ta oznacza również, że staram się jak najmniej myśleć o innych ludziach i podobnych przedmiotach jakie posiadają, gdy taką potrzebę realizuję. Takie myśli utrudniają świadomą decyzję. Jak najmniej porównuję ten potencjalny przedmiot z tymi jakie posiadają inni, ponieważ ich potrzeby nie muszą być takie same.
Nie zawsze udaje mi się zachować zimną krew, chociażby ze względu na otaczającą mnie konsumpcję i wszystkie środki, za pomocą których jej animatorzy starają się na mnie wpłynąć. Mam jednak wskaźnik, który mówi mi, że idę w dobrym kierunku – ilość przedmiotów, o których wiem, że kupiłem je niepotrzebnie, pod wpływem chwili. Zawsze, po jakimś czasie od kupna jestem w stanie powiedzieć sobie, że dana rzecz pasuje do tej kategorii, nawet jeśli kupując ją byłem przekonany, że jest inaczej. Znacie to uczucie, prawda? Od jakiegoś czasu ilość takich przedmiotów spada, to dobry znak.  Mniej przedmiotów wokół mnie, pozwala na większą przestrzeń na inne dziedziny, a ich lepsze dopasowanie akcentuje to, co dzięki nim realizuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.