Magia hoodies

Hoodie, czyli bluza z kapturem. Zwykle unikam anglicyzmów, ale to określenie mi się podoba, a jego polski odpowiednik nie jest nawet jednym słowem, będę go więc używał w tym tekście. Hoodie jest moim zdaniem najbardziej uniwersalnym i ikonicznym elementem ubioru, jaki jest obecnie powszechnie używany. Noszą ją zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Ubierają się w nie osiedlowi ziomale, czy to w tanie no name’y, czy w legendarne Lonsdale London. Każda szanująca się sieciówka ma ich pełen wachlarz. Osoby, które cenią sobie krzykliwe marki, znajdą egzemplarze z bezsensownymi zapięciami i dziwnymi przeszyciami w Zarze. Pozostali mogą iść do dowolnej sieciówki, bo nie ma takiej opcji by nie było chociaż kilku bluz do wyboru. Również każdy szanujący się lokalny projektant ciuchów, ma swoje podejście do tego ubrania, najczęściej zresztą w kolorze szarym. Najprościej więc mówiąc, znajdziemy je wszędzie, w niezliczonych ilościach wersji.

I dobrze, bo to dobra rzecz. Jest funkcjonalna, a można ją ubrać niemal do wszystkiego. Daje poczucie przytulności, co jak sądzę, wynika z otaczającego szyję kaptura, nie mówiąc o możliwości jego założenia. Jestem przekonany, że niezależnie od osobistych preferencji, u każdego znajdzie się miejsce na jakieś hoodie, byle tylko wybrać odpowiednie. Wychodząc z tych założeń, zawsze biorę tego rodzaju bluzę w podróż. Mogę też powiedzieć, że znalazłem egzemplarz który spełnia 90% kryteriów ideału: merino hoodie (obecnie niedostępne).

On-One Merino Hoodie

Jest to wersja rozpinana, co jest moim zdaniem lepszym wyborem, niż wkładana. Zrobiona z czarnej wełny merynosów. Materiał o wiele rzadszy niż bawełna, ale nieporównywalnie lepszy. Po pierwsze, to jeden z kilku istniejących naturalnych materiałów termoaktywnych. To znaczy, że pozwala na wymianę ciepła w większym stopniu niż bawełna. W praktyce więc, działa w szerszym zakresie temperatur. Bluza jest też cieńsza i lżejsza niż podobne egzemplarze z bawełny, po zwinięciu zajmuje mniej miejsca, a grzeje tak samo jak bawełniana. Druga istotna rzecz, to krój kaptura. Jest dość głęboki, z przodu wykończony stójką, która kończy się na wysokości ust. Jeśli zapniemy bluzę do końca, stójka osłania szyję. Dwie kieszenie z przodu, krój wąski i dość długi. Jedyne wady to nieco zbyt sztywny zamek, przez co końcówka kołnierza nie układa się idealnie, i zbyt małe uchwyty do zamków kieszeni. Stąd 90%.

Hoodie kojarzy mi się z nocami na lotnisku. Byłem kilka razy w takiej sytuacji, gdzie ze względu na czas pomiędzy moimi lotami, albo ze względu na różnicę pomiędzy przylotem, a pierwszym możliwym transportem z lotniska, musiałem spędzić na lotnisku od kilku godzin, do całej nocy. Jak powszechnie wiadomo, na lotniskach nie ma miejsca gdzie można się wygodnie zdrzemnąć – w ten sposób zachęca się pasażerów by korzystali z lotniskowych hoteli. Ja wolałem tego uniknąć, musiałem więc radzić sobie jakoś, mimo że na przykład po przejściu lotniska w Maladze wzdłuż i wszerz, nie znalazłem ani jednego miejsca, które nadawałoby się na przyjęcie pozycji leżącej. W takich sytuacjach, najlepsze co można zrobić, to naciągnąć na głowę kaptur i jakoś przeczekać.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.