Gotowość na zmiany

Wiele razy w ciągu ostatnich miesięcy zastanawiałem się, jak czułbym się na miejscu Ukraińców z myślą, że w moim kraju trwa wojna. Wyobrażałem sobie, że mieszkam i pracuję na Śląsku, tak jak rzeczywiście mieszkam i pracuję, a na Mazurach toczą się walki. Nie oddziela mnie od nich żadna granica, tak jak nie oddziela Ukraińców. Ciekawe, jak bezpieczny wydawałby mi się w takiej sytuacji świat?

Jakiś czas temu, prowadziliśmy w korpo kuchni dyskusję ze znajomymi, na temat możliwości zabezpieczenia się przed sytuacją, w której wojna na Ukrainie rozszerza się na większą część Europy. Dyskusja nie była jakoś specjalnie emocjonalna, rozważaliśmy opcje: jaką walutę kupić, którędy jechać gdybyśmy postanowili uciekać, co nam będzie potrzebne i jak to przygotować. W trakcie rozmowy zbieraliśmy od ludzi przebywających z nami w kuchni sporo pełnych niewiary spojrzeń, a kilka osób wyraziło też swoje niedowierzanie tym, że poważnie rozważamy możliwość wojny. Zaskoczyło mnie, jak bardzo nieprawdopodobną wojna wydaje się ludziom wokół mnie. Gdy zapytałem, dlaczego uważają, że nie jest możliwa, zaskoczenie było jeszcze większe. Tak jakby to, że wojna nie jest możliwa było czymś oczywistym, o czym wogóle nie trzeba myśleć. A przecież druga wojna światowa skończyła się zaledwie 70 lat temu – ciągle żyją ludzie, którzy ją pamiętają, a po jej zakończeniu w obrębie naszego cywilizowanego i bezpiecznego kontynentu, niemal ciągle dzieją się jakieś lokalne konflikty.

Odnoszę wrażenie, że otaczające nas bezpieczeństwo uznajemy za pewnik. Nasze bezpośrednie otoczenie jest bezpieczne, na ulicach nikt nam nie grozi. Nikt nie zapuka do nas w środku nocy, chcąc zrobić nam krzywdę. Nie musimy, podróżując z jednego miejsca w drugie, nosić ze sobą broni, ani rozważać która trasa daje nam największe szanse na uniknięcie niebezpieczeństwa. Nie wydaje nam się więc, abyśmy musieli być gotowi na niebezpieczeństwo i zwykle nie jesteśmy. I choć przede wszystkim, na myśl o takim przygotowaniu, przychodzi broń i konkretne umiejętności, moją uwagę zwróciło coś innego. Nie jesteśmy gotowi na to, by szybko pogodzić się z myślą, że coś się zmieniło, że ustalony porządek został zakłócony. Przez to nie jesteśmy w stanie szybko zareagować na taką zmianę.

Znajomy wojskowy powiedział mi, że gdyby rzeczywiście rozpoczęły się jakieś działania wojenne, to moment w którym przeniknie to do wiadomości publicznej i mediów będzie już zbyt późny by się przygotować. Jak się ma do tego fakt, że prawdopodobnie, podobnie jak w większości społeczeństw, ogromna większość z nas skupiłaby się na poszukiwaniu sposobów, by uznać że nie ma powodu by jakkolwiek reagować i że możemy kontynuować normalne życie? Odejdźmy od przykładu wojny, bo jest to na tyle dramatyczne wydarzenie, że samo zastosowanie go jako przykładu już może was zniechęcić do tego tekstu. W codziennym życiu mamy wystarczająco wiele drobniejszych kryzysów, które pokazują ten sam mechanizm. Racjonalizujemy sobie naszą nadzieję, że nie musimy reagować poza ustalonym porządkiem.

Spodobało mi się stwierdzenie pewnego znanego dziennikarza, który uznał, ze świat nie powinien być zbyt bezpieczny, abyśmy nie ugrzęźli we własnym przekonaniu, że wszystko co nas otacza, jest pewne. Ja dodam do tego, że najprawdopodobniej paranoiczne poszukiwanie dowodów, że nasz świat chyli się ku upadkowi nic nam nie da, ale chciałbym pielęgnować w sobie tę umiejętność szybkiego wyjścia z ustalonego porządku i zadziałania adekwatnie do obecnej sytuacji, jaka by nie była. Niezależnie od tego, czy ludzie będą się na mnie dziwnie patrzeć.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.