Ezra

Ezra Caldwell zmarł w Maju ubiegłego roku w wieku 40 lat. Przez 6 lat walczył w rakiem. Był fotografem, choreografem a przede wszystkim człowiekiem który stworzył najpiękniejszy rower MTB jaki kiedykolwiek widziałem. Bynajmniej nie jedyny, jaki wyjechał z jego warsztatu – wśród wielu rzeczy którymi się zajmował było również tworzenie ram rowerowych, na których budował dla swoich klientów fascynujące, jednorazowe bicykle.

Rower o którym mówię nazywa się UTA, co jest skrótem od Ultimate Tight Ass. Dlaczego UTA? Otóż Ezra chorował na raka odbytu. W związku z tym, gdy dostał pierwszą diagnozę, lekarz absolutnie zabronił mu siedzieć na siodełkach rowerowych. Na pytanie jednak, czy rower bez siodełka jest w porządku, lekarz odpowiedział, że tak. Ezra zbudował więc projekt Assless, który można zobaczyć tu i którego używał do poruszania się po mieście. Po kilku latach walki Ezra przerwał terapię i postanowił kontynuować jedynie leczenie paliatywne. Wtedy też zbudował UTA. Wcześniej zaczęło go pociągać rowerowanie poza miastem, więc niejako dla ukoronowania jego historii jako budowniczego ram rowerowych postanowił, że jego ostatnim rowerem będzie MTB. Nazwa ma podwójne znaczenie. Po pierwsze nawiązuje do projektu Assless. Po drugie, do głównego założenia przy projektowaniu geometrii ramy (Tight – czyli krótki tylny trójkąt i baza kół, co dało dość rzadką jak na 29era zwrotność) i do faktu, że to miał być jego idealny rower (Ultimate). Ezra chciał na tym rowerze nacieszyć się błotem szlaków przez czas który mu pozostał. Założył też, że potem maszyna zostanie sprzedana, zaś zyski zostaną przeznaczone na walkę z rakiem.

Rower jest naprawdę unikatowy. Zbudowany na ręcznie zrobionej, stalowej ramie w eleganckiej czerni z minimalnym brandingiem (serce na główce) i oksydacjami na spawach. Główka jest na tyle płaska, że pasuje do niej 140 mm widelec (“fabrycznie” Rockshox Revelation pozwalający na zmianę ustawienia pomiędzy 120 a 140 mm). Osprzęt absolutnie topowej klasy, dostarczony za darmo przez producentów by wesprzeć projekt: węglowe komponenty ENVE, napęd XX1 SRAMa, czy siodło Brooks, żeby wymienić tylko te najbardziej oczywiste. Jeden, jedyny egzemplarz.

Szczerze powiedziawszy najpierw zobaczyłem UTA, dopiero potem dowiedziałem się o Ezrze. Zobaczyłem rower na Cycle EXIF, na, jak zawsze, najwyższej klasy zdjęciach i miałem poczucie, że to coś więcej niż komercyjny projekt. Wydał mi się czymś wyjątkowym i po tym jak poznałem jego historię, nie miałem wątpliwości, że został zbudowany przez nietuzinkowego człowieka.

Ezra do ostatnich dni pisał bloga, ponieważ chciał dzielić się z ludźmi radością życia, mimo że jego życie miało się lada chwila skończyć. To brzmi pewnie pompatycznie, ale ze wzruszeniem obserwowałem, z jaką odwagą i dystansem podchodzi do coraz bardziej utrudniającej mu życie choroby, jak będąc już bardzo chorym potrafi cieszyć się codziennością. Obserowałem jak jego notki stawały się coraz krótsze i rzadsze. W końcu czekałem na tą ostatnią, która pojawiła się parę dni po jego śmierci. Uczestnictwo w jego historii, mimo, że towarzyszyłem mu tylko jako czytelnik jego bloga i to tylko w ostatnim okresie, było dla mnie ważne, bo pokazało mi, że każdy i w każdych okolicznościach może przeżyć życie tak, by coś pozostało.


Tu
możecie zobaczyć UTA, warto też obejrzeć materiał: A tale told in three bikes. Zajrzyjcie również na teaching cancer to cry póki jeszcze jest w sieci.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *