Zegarek

Po pierwsze, trzeba to jasno powiedzieć, zegarek, zwłaszcza mechaniczny, jest obecnie zbędny. Każdy ma przy sobie komórkę, która wskazuje czas dokładniej, nie spóźnia się, sama zmienia godzinę w zależności od pory roku, czy zmiany strefy czasowej, jeśli podróżujemy. Jeśli nosimy zegarek kwarcowy, zwłaszcza ze współczesnymi udogodnieniami, takimi jak radiowe aktualizowanie czasu, mamy jeszcze przynajmniej dokładność, ale pozostałe wymienione przeze mnie zalety już zwykle nie. Jeśli zaś chodzi o zegarki mechaniczne, nie mamy nawet tego.

Nie wiem skąd wzięło się przekonanie o dokładności szwajcarskich zegarków, ale faktem jest, że żaden mechaniczny zegarek, szwajcarski czy nie, nie będzie tak dokładny we wskazywaniu czasu, jak przeciętny zegarek kwarcowy. Średnio, niedokładność wynosi gdzieś pomiędzy 2 a 10 sekund na dobę, co powoduje, że przynajmniej raz, do dwóch razy w miesiącu, konieczne jest ponowne ustawienie. A to też tylko jeśli zegarek się nie zatrzyma. Jak wiadomo, zegarki kwarcowe stają raz, na dwa do trzech lat, gdy konieczna jest wymiana baterii. Zegarki mechaniczne wymagają zasilania przynajmniej raz na dwa dni, jesli mówimy o współczesnych mechanizmach. Również średnio, bo są zarówno egzemplarze których sprężyna nie przechowa energii na więcej niż dobę działania, jak i mechanizmy które po pojedyńczym nakręceniu wytrzymają nawet tydzień. Rzadko zresztą sama czynność nakręcania jest konieczna. Ogromna większość dzisiejszych zegarków mechanicznych to tzw. automaty – ich mechanizm zawiera wachadło, nakręcające mechanizm dzięki ruchom naszej ręki. To nie zmienia jednak faktu, że gdy taki zegarek zdejmiemy, po około dwóch dniach stanie, o ile nie nakręcimy go ręcznie, lub nie założymy ponownie.

Mimo to, wielu moich znajomych nosi zegarki mechaniczne, a ludzi wokół mnie, którzy nie noszą zegarka wogóle, można policzyć na jednej ręce. Dlaczego? Trudno mówić za wszystkich, ale zakładam, że chodzi o emocje. Na swoim przykładzie: również noszę mechaniczny zegarek, który wygląda tak:

m5

Zawsze chciałem mieć mechaniczny zegarek, od momentu gdy obejrzałem egzemplarz należący do znajomego. Okazało się, że dno jego zegarka było przeszklone (częste w zegarkach mechanicznych), tak by widać było pracujący mechanizm. Być może to abstrakcyjne dla kogoś, kto nigdy się takim mechanizmem nie interesował, ale widok pracującego mechanicznego zegarka jest… wciągający. Elementy wielkości paru milimetrów, poruszające się z rytmem i konsekwencją, hipnotyzują. Zresztą, popatrzcie sami:

Najbardziej jednak przemawia do mnie to, że zegarek przechwytuje energię z ruchu mojego ciała. Daje mi to poczucie, że zegarek jest jakby połączony ze mną. Podoba mi się myśl, że będzie działał zawsze, dopóki będę go nosił, bez konieczności myślenia o źródłach energii. Przynajmniej teoretycznie, bo oczywiście te mechanizmy powinny być co kilka lat serwisowane i smarowane (choć są egzemplarze, które mimo braku jakiejkolwiek ingerencji, działają po kilkadziesiąt lat z względną przewidywalnością). To naprawdę robi wrażenie.

Nie próbuję się okłamywać, że zegarek jest mi potrzebny. Cieszę się z tego, że dzięki niemu mam jeden powód mniej by spoglądać na telefon, ale nie próbuję sobie wmawiać, że to bardzo ważny powód by taki zegarek kupić. Był czas, gdy kupowałem tylko rzeczy, które miały jakąś potrzebną mi funkcję. Ubierałem na przykład głównie ubrania, które były uniwersalne. Kurtka powinna była być techniczna, tak bym mógł jej użyć w górach i ewentualnie również w mieście, jeśli trzeba było ubrać jakąś kurtkę. Na zegarek, jako niepotrzebny (bo miałem komórkę, szkoda mi było pieniędzy). W pewnym momencie uznałem jednak, że chciałbym pozwolić sobie na coś, co nie jest dyktowane funkcją i postanowiłem kupić właśnie mechaniczny zegarek. Nigdy tego nie żałowałem. Doceniłem wartość posiadania czegoś, czego największą wartością jest piękno i sztuka samego przedmiotu.